amfiprionka blog

Twój nowy blog

bez tematu

1 komentarz
W końcu postanowiłam się wziąć w garść i nabazgrać coś na tym blogu. Nie wiem czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda, ale nic, będę pisać dalej. Jakbym chciała opisywać wakacje to bym musiała spędzić przy kompie parę ładnych godzin. Więc w jednym wielkim skrócie: świetne 2 miesiące. A ostatnio też sporo się dzieje. Właśnie w środę pożegnałam się z KUMPELKĄ z Belgradu. Jakoś mi ta etykietka „kumpelki” do niej nie pasuje. Nie przywiązałam się do niej aż tak, dlatego będę ją po prostu nazywać Serbką, albo Moją Serbką, tak je nazywałyśmy z kumpelkami. No więc Moja Serbka przyleciała ze swoją grupą tydzień temu w środę. Przyjechała w długim białym szalu, coś w stylu 90 letniej pani z klasą. Całą drogę z lotniska śmiałam się w sobie z tego szalika. Przyjeżdżamy do domu, ona zaczyna obdarowywać mnie prezentami, aż w końcu wyciąga identyczny szalik, tylko że błękitny. Z uśmiechem na twarzy wręcza mi podarunek i mówi: „Taki sam jak mój!” Taa, to się nazywa gust. Ale to tak na marginesie. Przez cały tydzień robiliśmy kupę różnych rzeczy, może nie opiszę wszystkiego, tylko akcje które były najbardziej godne uwagi. Mieliśmy wycieczkę na farmę mojego kumpla. Norwegowie ubrali się stosownie do warunków, gumiaki i spodnie, które można spokojnie „ściorać”. Serbowie powkładali na siebie najlepsze buty i spodnie jakie mieli, pomimo tego, że mówiliśmy im, że lepiej ubrać gumiaki. Już na miejscu, kiedy zobaczyli, co będziemy robić (jazda czterokołowcem, jazda konna, szwędanie się po lesie i bagnach itd.) mina im trochę zrzedła. Od razu podchwyciliśmy z Norwegami to, że oni panicznie się boją pobrudzić. Trzeba to było oczywiście wykorzystać. Więc co my w takiej sytuacji zrobiliśmy? Kiedy mieliśmy szukać jakichś postów (kartki z pytaniami) w terenie, przeprowadziliśmy ich przez tyły stodoły, czyli jakieś 500 metrów krowich odchodów i siuśków, pomieszanych z deszczem, bo strasznie w ten dzień lało. Nie trudno im było wmówić, że to dobra droga. Kiedy oni rozglądali się za postami z minami lekko ZDEGUSTOWANYMI, my się z biednych frajerów zlewaliśmy. W weekend spaliśmy pod namiotami. Ogólnie tydzień był świetny, ja się trzymałam z Norwegami, Moja Serbka ze swoimi i wszyscy byli zadowoleni. Fajnie było, ale cieszę się, że już pojechali. A teraz siedzę w domu, choruję i patrzę jak powoli przychodzi jesień… A to oznacza koniec ciepłych dni, krótkich rękawków i szortów. Nadchodzi czas czapek, szalików, grubaśnych kurtek. Byle do lata FOLKENS! ;)

Nie pisałam tak długo, że Wika już się poddała z ciągłym stękaniem o nową notkę :) A to wszystko przez te wakacje. Perspektywa wolnego czasu, parnych dni i końca nudy za bardzo mnie rozprasza ;) . No niestety, na żadne głębsze przemyślenia o sensie życia i tego typu sprawach nie mam nastroju :) Ale w każdym razie, wypadało napisać jakąś notę, w końcu ostatnią (przed 2 miesięczną przerwą) z Norwegii. No więc: UDANYCH WAKACJI LUDZIE :) POLAND I’M COMMIN’!!!

Zamykam się w moim własnym świecie, przy mojej własnej muzyce, z moimi własnymi myślami, marzeniami i planami. Ciepły wiosenny wieczór pachnący deszczem… Majowa pogoda bardzo kapryśna, w jeden dzień upał, w następny deszcz. Humor na koniec dnia dopisuje… Bujam gdzieś daleko na górze, nie chce na razie spadać… Sprzątając ostatnio w szafie, jak to zwykle bywa, znalazłam sporo ciekawych, starych listów, jakiś pamiętnik. „Ucz się Olgo, ucz, bo nauka to potęgi klucz” – Ewelina Greszkiewicz, na koniec 5 klasy. „…a jak masz tych kluczy dużo, to woźną zostaniesz”, wpadło mi na myśl + mały uśmiech, na wspomnienie mojej starej klasy. Weekend w doborowym towarzystwie Wiki. Wylegiwanie się na słońcu, bieganie na bosaka, po mocno zielonej trawie. Później siatka, piła i trochę ruchu :) Aż w końcu weekend musiał się, niestety skończyć… Powoli spadam na ziemię do rzeczywistości, która potrafi być kolorowa, trzeba się tylko o to postarać.

Nie trzeba być bogaczem,
by ofiarować coś cennego
drugiemu człowiekowi:
można podarować mu
odrobinę czasu i uwagi.
Dorothy Green

narcyzy.bmp

Ple ple

1 komentarz

Piszę, chociaż za bardzo nie ma o czym. Była jedna niezła akcja w weekend… A było to tak:
Przychodzą Olga i Wika do domu, po mile spędzonym popołudniu z Anią i Alkiem. Dopada je głód. W lodówce: lazania do podgrzania o smaku mydła. Wika kładzie lazanię na jedną z płyt, po czym nastawia „piekarnik” (jak się potem okazało, właśnie tą płytę) na 750 chyba C.
-Wika, ta lazania się chyba pali w tym piekarniku… Wika pali się!, krzyczy Olga po ok. 15 minutach, kiedy zobaczyła subtelny dym nad płytą. Wika nic, zero reakcji, siedzi i patrzy. Za parę sekund biegnie do piekarnika, podnosi spalone pudełko z lazanią, a tam niespodzianka: zwęglona do reszty, tląca się szmatka.
-Gdzie by to teraz wyrzucić, żeby matka nie zauważyła?, mówi przejęta, ale rozbawiona Wika.
-Idź na dół do kontenera, ja pootwieram wszystkie okna.
-E tam, po co na dół, stwierdza Wika, otwiera balkon i wyrzuca szmatkę…
-Jakby co to nie z 7 piętra.
To była historia oparta na faktach, Wika by puściła z dymem małe, 2 pokojowe, mieszkanko:)
Niby nie takie zabawne, no ale jednak, jak to przeważnie po takich akcjach, zaczęłyśmy się panicznie śmiać.

***

Wczorajszy telefon do verdens best bestevenn, the best bestfriend in the hole world, i najnajnajnajnaj psiapsiółki na całym świecie, poprawił mi (już świetny) humor. Werka rozumie, nic nie trzeba tłumaczyć. I między innymi dla tego jesteś de best! :*

***

Mówcie co chcecie, ale ja teatr uwielbiam. Ta atmosfera… Ludzie siedzący w ciszy i skupieniu, czekający na ruch kurtyny, który oznacza jedno: początek… Potem sam spektakl, wciągający, trzymająca w lekkim napięciu ciekawość, co będzie dalej, jak się skończy. Kino tego jednak nie potrafi przebić. Dla mnie teatr to coś naprawdę rewelacyjnego…

21:30
Poprawił mi się humor, napiszę dzisiaj drugą notę. Zauważyłam, że ostatnio w tv lansuje się pełne pośladki i krągłe uda :) Anoreksja już nie jest „trendy”?(nie cierpię tego wyrazu, bleeeeeeeeh!). Chyba przychodzi moda na „kobiece kształty” :) Następny „trend” to nazywanie dziewczyn/kobiet BICZYS, CZIKS albo po naszemu, suczki. No to już nie jest takie bardzo miłe :P . Chłopaki, trochę kultury please. To był taki mały apel do płci brzydkiej.

***

22:05
Wiosna próbuje się ostro przebić przez śniegi Skandynawii, i jak na razie jej się to udaje. Trochę ostatnio przymroziło pierwsze bazie, trochę jakby próbowała powiedzieć, że jeszcze wróci. Miejmy nadzieję, że w tym roku już nie. W oczekiwaniu, aż wiosna przebije się już całkowicie i zadomowi na dobre, mijają ostatnie dni. Wika chciała długą notę, nie wiem, czy jestem w stanie. Jakoś nie ma o czym pisać. Nudne to życie ostatnio, no może duchowo dość ciekawe :) Wiktor mi ostatnio zadał pytanie na które nigdy wcześniej właściwie nie wpadłam: po co tak właściwie ludzie kręcą teledyski?. Hmm dziwne pytanie. Nigdy w życiu o tym nie myślałam. Może po to żeby mieli co puszczać w tv? Głupie, ale może to to :) A oprócz tego, wpadłam jeszcze na coś takiego, że mogą być po prostu fajne.

***

Ostatni dopisek o 23:18 :)
No i dzisiaj śpimy godzinę krócej, tragedia, no ale mogę to uznać za drugi krok do tak długo wyczekiwanej wiosny (pierwszym krokiem był 21 marca :)

Pustka

Brak komentarzy

Zaczęłam ostatnio myśleć, jak to będzie, kiedy pojadę do Polski na wakacje. Tam już nie ma mojego dziadka. Codzienny rytuał wczesnego wstawania, pojścia po gazetę do kiosku, robienie śniadania (chleb pokrojony zawsze w małe kosteczki), picia herbaty w kubku wielkości miski. Tego wszystkiego już nie ma. Teraz została wielka pustka i niespełnione obietnice, pojedziemy, zobaczymy, zrobimy.

P.S. Nie składaj obietnic, nawet tych błahych, nie wiesz czy jesteś w stanie je dotrzymać.

Zawodnik z nr 1 niebezpiecznie się zachwiał podczas biegu na 5 m z łazienki do pokoju…. Lejdiz end Dżentelmen, uważam 5 dniowy maraton za rozpoczęty! Taka sytuacja dzisiaj ok. 8 rano. Poniedziałki jakoś zawsze tak szybko mijają. W towarzystwie jakichś dennych programów na TVN, spędziłam troszkę dzisiejszego popołudnia, bo mamcia zajęła kompa. No cóż, trzeba się dzielić… A później oglądnęłam Dirty Dancing, jakoś nie mogłam go nigdy wcześniej obejrzeć w tv. Fajny, muszę powiedzieć. No i może na koniec, serdeczne dzięki, miliardy bilionów całusków i ogólnie wszystkiego the best, za życzenia z okazji Dnia Kobiet dla wszystkich chłopaków, którzy o mnie pamiętali ;D

Nowy miesiąc, nowa nota, wcześniej mi się nie chciało nic pisać. Wróciłam dzisiaj z Oslo, całkowicie wyczerpana i w dobrym humorze. Owocowa herbatka i grube, wełniane skarpetki to to, czego moje zmarznięte stópki potrzebowały. Wczoraj na basenie z Wiką, dzisiaj w rozszerzonym składzie, doszła Ania i Alek. Powygłupialiśmy się trochę, bardzo spoko było. No, w takim składzie po prostu nie mogło być inaczej :) Jakiś przystojny inaczej Arab z owłosieniem, którego nawet małpa by się nie powstydziła, przystawiał się do mnie. Tragedia, tragedia! Ania atakująca Alka z waleczną minką (bezskuteczne próby podtopienia… :). Weekend minął za szybko… Stanowczo za szybko. Ale czuję, że nie przepuściłam tego czasu bezsensownie przez palce. Wykorzystałam każdy moment, tak jak powinnam. Delektowałam się wolnym czasem, spędzając go o niebo lepiej niż kiedy się siedzi przed kompem całe 2 dni :) A teraz, pozwólcie, że się przebiorę, położę w zimnej pościeli i osunę się w błogostan zwany snem…………. :)

lily.bmp

Z słuchawkami na uszach myślę o…. kisielku z jagód : D Tak mi jakoś przyszła ochota. Taaak…. Kisielek dobra rzecz…. Nie, a tak trochę poważniej (nie tak znowu bardzo :), nudzę się jak nigdy w życiu. Z niecierpliwością wyczekuję dnia jutrzejszego, Wika z Anią przyjadą. Weekend minął średnio ciekawie, ale było parę ciekawych rozmów z paroma osobami :) Kilka zmian w wystroju mojego Małego Królestwa, ale niestety nic wielkiego, zabrakło Kropelki ;( Wymiana fotek w antyramie. No, a tą notkę piszę po prostu z nudy. Z czystej nudy. S.O.A.D brzęczy w uszach……

Chop Suey!

Wake up
(wake up)
Grab a brush and put on a little make up
Hide the scars to fade away the shakeup
(hide the scars to fade away the shakeup)
Why’d you leave the keys up on the table
There you go create another fable
You wanted to
Grab a brush and put on a little makeup
You wanted to
Hide the scars to fade away the shakeup
You wanted to
Why’d you leave the keys up on the table
I don’t think you trust in my self righteous suicide
I cry when angels deserve to die (die)
Wake up
(wake up)
Grab a brush and put on a little make up
Hide the scars to fade away the shakeup
(hide the scars to fade away the shakeup)
Why’d you leave the keys up on the table
There you go create another fable
You wanted to
Grab a brush and put on a little makeup
You wanted to
Hide the scars to fade away the shakeup
You wanted to
Why’d you leave the keys up on the table
I don’t think you trust in my self righteous suicide
I cry when angels deserve to die
In my self righteous suicide
I cry when angels deserve to die
Father father father father
Father into your hand I comend my spirit
Father into your hand why have you forsaken me in your eyes
Forsaken me in your thoughts
Forsaken me in your heart
Forsaken me ohh
Trust in my self righteous suicide
I cry when angels deserve to die
In my self righteous suicide
I cry when angels deserve to die.

Naprawdę fajny kawałek. Wchodzę na PBase z głęboką nadzieją, że znajdzie się jakaś ciekawa i godna przeglądnięcia galeria. Sounds Of Silence, obiecujący tytół :) No i moja intuicja była nieomylna, bardzo fajne zdjęcia. Zostawiam Was z Dźwiękami Ciszy i przepraszam za te nudne 5 sekund przy tej notce :)

No, pomyślałam sobie, że można by coś nowego wreszcie wrzucić na tego bloga i nawet wena dopisuje :) Ferie od paru godzin… mmm… delektuje się nadchodzącym weekendem. Wstawanie o 11 (albo i później), siedzenie w piżamce cały dzień… aaaaale się cieszę! W towarzystwie płytki System of a Down mijał ostatni tydzień. Płytka pożyczona oczywiście od Wiki :) Dziwnie, z bliżej nieokreślonych przyczyn dobry humor. Nie mogę dzisiaj poskładać słów, więc chyba po prostu tą notkę skończę :)

***

Myślę, że głupio by było, gdybym tego tutaj nie napisała. Nie dawno straciłam jedną z najważniejszych dla mnie osób na świecie. Mój dziadek był świetną osobą. Ale chyba lepiej, że stało się tak, a nie inaczej. Lepiej chyba mieć już to wszystko z głowy, niż żyć w bólu i strachu, że można się już nie obudzić następnego dnia. W każdym razie, zawsze będę go pamiętać i kochać.
Tyle, dzięki za przeczytanie.


  • RSS