***

Doszłam do wniosku, że moja mała wioska, z małym, białym domkiem (który na szczęście nie ginie w tłumie innych, z racji tego, że leży na całkowitym odludziu) ma taką specyficzną atmosferę. Ezoteryczne Hemnes, możnaby powiedzieć :) W wybitnie dobrym humorze, z kawałkiem „Mama Said” na uszach i słońcem uderzającym w oczy, wracałam ze szkoły, myśląc o tysiącu rzeczy na raz. Z magicznego nastroju drastycznie wyrwała mnie woń świeżo nawożonego pola, która uderzyła w nozdrza tak nagle, że nie było już gdzie uciekać. Hmm „Ezoteryczne Hemnes”…? Powiedzmy, że to specyficzny urok tego miejsca ;)Wiosna – cichcem, bez żadnego uprzedzenia wkradło się rozkojarzenie i bezczelnie zaburzyło moją koncentrację. Uwielbiam ten stan, mogłabym tak wieki… Na ziemię przywraca mnie jedynie myśl o sprawdzianach na półrocze, już tylko to dzieli mnie od dwóch miesięcy szaleństwa. Trudno się niestety skupić z tą myślą, już tak niewiele brakuje…

***