amfiprionka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2004

Miałam napisać noteczkę 29 (moje urodzinki), ale jakoś nie wypaliło :). Sobota, nudny weekendzik, jak na razie spędzany w samotności. O 8.04 się obudziłam, zaczęłam panikować, że nie zdążę do szkoły. Jakie to miłe uczucie, przypomnieć sobie, że mała przerwa w obowiązkach i wczesnym wstawaniu. Niestety nie trwało to długo, bo o 10 trzeba było wstać i przedzierać się przez skandynawkie śniegi na pocztę, po paczkę. 2 km z dwoma, dwulitrowymi flaszkami leczniczego soku, aż czuję, że moje bicepsy rosną ;) W planie jutro rano wypad na łyżwy a po południu kino – Władca Pierścieni, w Oslo, w towarzystwie niemieckiej lekarki i jej męża (?). A akurat w takim składzie, ponieważ moja mama wybrała się do Polandii w czwartek i jestem pod opieką tej oto Niemki. Nawet się cieszę, to sympatyczna osóbka. Tak przy okazji, jeśli już niemieckie akcenty to tam, na końcu noty, Paweł i Gaweł po Śląsku. Nie wiem, czy wszystko się zgadza, ale mam nadzieję, że żadnych skarg od Ślązaków nie będzie. A jakby co, to nie ja to przetłumaczyłam, więc pretensje nie do mnie :) Szkoda, że nie potrafię sobie tego przeczytać z tym charakterystycznym akcentem.

PAWEL I GAWEL
Uwe a Wili w jedny stali wilii
Uwe na wirchu a Wili na dole

Uwe nikaj ni wadził nikomu
Wili wyrobioł choby we stodole

Lotoł, tyrpoł, trzaskoł drzwiami
to pies to hazok, ciepoł w nich ryckami

A kiedy zaczon szczylac z glazpatronów
i dymu bylo pelno w cołkim domu,
Uwe sie wnerwil zloz na dół do niego i pado:
Wili jo ni szczimia tego.
A tyn mu pado: Co komu do jemu, do jemu co
komu ty pieronski giździe jo je w swojim domu.
Uwe się ino po gowie poszkroboł, poszeł na góra i cos medytowoł.
Rano Wili na szeslongu chrapie, a tu z gibzdeka cos na kichol kapie.
Wnerwił się, zerwoł leci ku górze- klup, klup, zawarte, doł loku ku dziurze
Herr Jezu, cołki pokój we wodzie, a Uwe z wyndkom siedzi na komodzie.
Was maks du Uwe?
Fiszi sobie łowia!
Du bis idjot! mie leci po gowa.
A tyn mu na to: Co komu do jemu, do jemu co komu ty pieroński giździe jo jest w swoim domu.

A co to jest „glazpatronów” ??? To jedyne słowo, którego nie mogę rozgryźć. Werka, Aga i reszta moich kumpli ze Śląska, to pytanie do Was. :) :) :) :) :) :) :) :)

Wcinam chleb ryżowy (styropian, jak ktoś woli :) i z słuchawkami na uszach („Ile Dałbym By Zapomnieć Te Wszystkie Chwile, Które Są Na Nie…”) piszę notę. Wymodliłam się za wszystkie czasy w ten weekend. Tak się cieszyłam, że pojedziemy sobie na małą hyttetur z Wiką, Anią, Michałem i jeszcze paroma Polakami. Wiedziałam, że jedziemy na rekolekcje, ale myślałam, że będzie jakaś msza, może 2… A tu, zajechaliśmy i do 11 w piątek modlitwy, śpiewy i msza. W sobotę jeszcze gorzej, pobudka o 7.30, msza poranna, potem znowu jakieś śpiewy, modlitwy, kazania księdza…Wyjechaliśmy w sobotę po południu, bo to już było przegięcie. Nigdy więcej… No, ale przynajmniej wiem, że na drugi raz jak ktoś mi będzie proponował coś takiego, powiem stanowczo: NIE DZIĘKI. Poniedziałki mi zawsze jakoś szybko zlatują. Nawet szkoła jakoś dziwnie krótko trwa… Mam dzisiaj 1000 myśli na minutę, więc myślę, że ta notka nie będzie długa, składna też z resztą nie :)
Macie tutaj fotki, nie miałyśmy z Wiką w niedzielę co robić, więc była mała sesja ;)
myyyyyyyyyy.JPGmyyy.JPGmyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy.JPG

Narazie foteczki, nota może później :) Jedna fotka chyba niedługo po wakacjach, reszta z Ani urodzin (tydzień temu).
me,%20ania,%20wika.JPG
Fotka robiona w McDonald’s, aparat utawiany na wielkiej konstrukcji z kubków po coli :)
twister.JPG
Tu już u Ani
wszyscy.JPG
Tutaj wszyscy oprócz mnie, Michała i Wiki
ja%20wika%20inga%20ania.JPG
Tutaj fajna fotka :)
all.JPG
Pod koniec imprezki, jak już wiekszość wybyła.
wika%20po%20imprezie.JPG
A tutaj już po imprezie, u Michała i Wiki w domciu. Wika się chyba zmęczyła… :)

NjU nOłT

2 komentarzy

Ta notka miała być dodana wcześniej, ale znowu blogi nie działały. Mimo tego, że nie czuję się dzisiaj zbyt dobrze fizycznie, mam świetny humor. Nie poszłam dzisiaj do szkoły (to nie dla tego mam dobry humor :), więc postanowiłam zasiąść przed telewizorem i pooglądać samą siebie w wieku czterech, pięciu itd. lat. Niezły miałam ubaw w niektórych momentach. Np. tekst mojego kuzynka z zaplątanym sznurkiem wokół palca: O juz zdemiłam! (zdemiłam = zdjąłem) Naprawdę można się nieźle ubawić przy czymś takim. Weekend też minął świetnie. W sobotę byliśmy na urodzinach Ani (ah, co tam się działo ;), poznałam parę fajnych osób. Wczoraj powrót do mojego małego domku z zielonym dachem. Zima… fajnie się na nią patrzy z okna, z ciepłym kubkiem herbatki. Gorzej już, kiedy trzeba wyjść o 8 rano i przedzierać się przez te śniegi. No, ale wiosna już (mam nadzieję) nie długo.

No i po Świętach. Było nadzwyczajnie świetnie, może nawet aż za, bo nie chciałam jeszcze wracać. Jeszcze parę dni bez szkoły, ze wstawaniem o 12, szwędaniem się z kumpelkami, to by było fajne. Ale wczoraj wróciłam już do szarej rzeczywistości, jestem z powrotem w Norwegii. Nie będę opisywać każdego dnia osobno, napiszę ogólnie. Większość czasu chodziłam z Werką, albo z Wiką po Katowicach. Zakupy, prezenty, kino… W Pożegnianiu Z Afryką Wernonka zamówiła Irish coffee, nie lubię kawy, ale jej zapach to dla mnie jeden z najładniejszych zapachów. Do tego The Cranberries (made in Ireland). I znowu wróciła ta dawna atmosfera Świąt. W tamtym roku nie było jej w ogóle. Tylko pośpiech i nerwy, czy wszystko uda się ugotować na czas, i czy niczego się nie pominęło. Szybka Wigilia, żeby było już z głowy. W tym roku znowu wszystko zrobiło się specjalne. W Sylwestra całe 12 godzin przetańczyłam. Teraz siedzę, piszę i słucham Hey (to już made in Poland). Na razie to będzie na tyle.


  • RSS